ZOFIA I KOLKA NIEMOWLĘCA

P_20160518_112813_BFKilka miesięcy temu zakasałam rękawy i z milionem myśli podjęłam pediatryczne wyzwanie otagowane imieniem Zośka. Pobierane przez lata medyczne nauki wreszcie mogły przydać się w codziennej, domowej, pediatrycznej praktyce. Gdy tylko Zofia zakończyła tygodniową wersję demo, okazało się, że jej wersja rozszerzona obejmuje wszystkie możliwe fizjologiczne dolegliwości niemowlęce. Najbardziej rozwinięty okazał się moduł kolki niemowlęcej. Szybko przeistoczył się on w Kolkowego Potwora. Dotychczas byłam przekonana, że te książkowe 100 kolkowych dni to wyolbrzymiona fanaberia i podręcznikowa gadanina. Zofia pokazała mi jak bardzo się myliłam. Okazało się, że niemowlę może płakać, wyć, drzeć się, ryczeć, beczeć, ronić łzy, krzyczeć i tylko ja wiem co jeszcze… całymi dniami, całymi tygodniami, całymi pięcioma miesiącami. Może to robić cały czas z krótkimi przerwami na drzemki.

Czy da się pokonać kolkę niemowlęcą?

Powołując się na swoją pediatryczną wiedzę, oczekując, że wreszcie dokonam przełomowego odkrycia i „uleczę” kolkę niemowlęcą, rozpoczęłam poszukiwania antidotum. Oczywistym jest, że wszystkie swoje pomysły realizowałam nogami, rękami, plecami oraz anielską cierpliwością Męża. W dzisiejszych czasach farmakopea jest bogatym zbiorem substancji, a niektóre zasłynęły w medycznym świecie z łagodzenia kolki niemowlęcej. Niestety żaden z zastosowanych u Zofii  specyfików nie ujarzmił jej niedojrzałego przewodu pokarmowego, a okiełznanie rozkrzyczanego układu nerwowego zdruzgotało jedynie wiarę w moją intuicję. W akcie desperacji, wiedząc, że zaczynam podejmować próby z placebo, sięgnęłam po homeopatię. Zupełnie nie zdziwiła mnie jej nieskuteczność.  Jednak nieśmiało liczyłam, iż staniemy się placebo responderami. Kolejną bronią miały okazać się zioła, ale one również przegrały nierówną walkę z Kolkowym Potworem. Pokornie podjęliśmy także próby niefarmakologicznych rytuałów. Wreszcie zepchnęłam z ucha słonia. Kołysanki, przyśpiewki, mruczanki, rymowanki i diabeł wie co jeszcze… jedynie pogłębiały frustrację –  tą moją i Zośki. Noszenie, lulanie, bujanie, skakanie, podrygiwanie… było rewelacyjną poporodową gimnastyką, ale na kolki zupełnie nie pomagało. Był też masaż, były ciepłe okłady, były kąpiele. Była też rurka, frywolnie nazwana kateterem rektalnym. Była też dieta – zupełnie bezsensowna, całkowicie nieskuteczna – dieta bezmleczna matki karmiącej.

Były łzy, była złość, była rozpacz i bezsilność. Wszystko to frustrowało tym bardziej, że przecież kolka niemowlęca jest fizjologią, jest klasycznym czynnościowym zaburzeniem przewodu pokarmowego. Choć dla pediatry to błahostka, to dla matki, to problem urastający do Kolkowego Potwora.

Okazało się, że jest jeden cudowny, skuteczny, niezastąpiony, darmowy i jak często pomijany w medycynie sposób na kolkę… Jest to nieubłaganie płynący, CZAS. To on właśnie sprawił, że po 5 miesiącach Kolkowy Potwór nas opuścił. Pozostawił wspomnienia, ale także bezcenną naukę pokory i cierpliwości wobec fizjologii i niedojrzałości małego człowieka.  

Co otrzymała od nas Zofia na kolkę niemowlęcą i wcale nie jesteśmy z tego dumni? Co okazało się nieskuteczne w leczeniu kolki niemowlęcej?

Simeticon (Bobotic, Infacol, Espumissan, Biogaia, Sab Simplex)
Laktaza (Delicol)
Trimebutyna (Debridat)
Probiotyk  (Dicoflor, Trilac, Acidolac, Enterol)
Viburcol
Koper włoski
Rumianek
Windii

Leave a Reply

3 Comments on "ZOFIA I KOLKA NIEMOWLĘCA"


Guest
Kinga
1 year 27 days ago

Ech dokladnie jakbym czytala nasze perypetie z kolką :) czas okazal sie najlepszy :)) pozdrawiam

Guest
Gosia
1 year 1 month ago

Woda koperkowa i suszarka do włosów się trochę sprawdzała