O tym jak Pi uczyła się życia

jak Pi uczyla sie zyciaMówienie i myślenie to dwa bardzo ważne aspekty życia Pi – z jednym i z drugim radzi sobie świetnie. Niestety notorycznie myli ona kolejność wykonywania tych działań, a jak wszyscy, a przynajmniej ci, co lubią mieć święty spokój, wiedzą, jest to podstawa funkcjonowania w każdym środowisku – zarówno w dżungli, jak i w świecie cywilizowanym.

Pi ma już obszerny bagaż doświadczeń, które powinny zsynchronizować wykonywane przez nią czynności. Dotychczas jednak, nie przyszło jej do głowy, by zweryfikować swoje postępowanie. Prawdopodobnie nigdy to nie nastąpi, ale życie Pi uparcie ją do tego skłania.

Podobne przemyślenia zrodziły się u niej po mało satysfakcjonującej podróży w poszukiwaniu Dobrej Karmy (jak już wszyscy wiedzą, karmę znalazła tylko u weterynarza). Jadąc do Indii miała głęboką świadomość odmienności kulturowej tamtejszych mieszkańców, zwłaszcza tych z fenotypem męskim. W Polsce udało się już jej przyzwyczaić, że to kobieta jest głową (zwłaszcza Pi zawsze miała głowę na karku). Jednakże TAM, zafundowano jej niezły łomot i w sposób niegodny buddyjskich mnichów, na każdym kroku utwierdzano ją w przekonaniu, że powinna siedzieć potulnie, jak zakutana w szmaty Hinduska. Pierwsze znamiona zaburzonych relacji męsko-damskich w Indiach Pi spostrzegła już w taksówce z lotniska. Okazało się, że jedyne co może robić to wyglądać. Mogła to czynić przede wszystkim przez okno, bo napotykane kobiety wyglądały jedynie zza szmat zawiązanych na głowach. Kierowca swoją rozmową raczył tylko Maharaję i zupełnie nie był zainteresowany opinią Pi. Pi, jak zwykle pozytywnie nastawiona do życia, pomyślała, że to taki drobiażdzeczek i, zgodnie ze staropolskim przysłowie, jedna jaskółka wiosny nie czyni. Z niecierpliwością czekała na rozwój sytuacji i nadal żyła myślą I LOVE INDIA.

Niestety, jak zwykle, była w błędzie. Kiedy po raz n-ty doświadczyła podobnego szowinistycznego upodlenia, zaczęła się zastanawiać czy oby na pewno jest w odpowiednim miejscu, bo, że to nie był odpowiedni czas, to było oczywiste. Okazało się, że restauracja też nie była miejscem, gdzie Pi odnajdowała swoją kobiecą godność – nigdy nie miała możliwości złożyć pierwsza zamówienie, nigdy również nie otrzymała pierwsza swojej paszy – pierwszeństwo miał zawsze Maharaja. Rodząca się w głowie Pi frustracja wprawiała Maharaję w, tlący się coraz jaśniejszym ogniem, ubaw, jego EGO szybowało w przestworza Nepalu. Choć Pi mogła całą tę szowinistyczną sytuację wykorzystać i czuć się jak księżniczka (wszak nic nie musiała robić), to, w związku ze swoją wrodzoną nieroztropnością, powoli dojrzewała do przeprowadzenia rewolucji kulturowej w Indiach. Zwieńczeniem wywrotowej inicjatywy miał być pobyt w Delhi. Nie planowała co prawda wejść na szczyt India Gate i nawoływać do głodówki, ale drobnymi kroczkami sprawdzała wytrzymałość Hindusów na feministyczne akcenty.

jak pi uczyla sie zycia metroZa główny cel obrała sobie metro w Delhi –jakoby mekkę bezpieczeństwa kobiet w Indiach. Bogata siatka linii, niemal jak pajęczyna utkana przez jedwabnika, była dla Pi zapowiedzą cywilizacji i pełnej kultury. Oj, gdyby Pi wiedziała jak bardzo się myliła. Powinna była pamiętać, że zabita dechami druga linia metra w Warszawie, wcale nie czyniła ze stolicy wiochy.

Pi bardzo nie lubi stać, zawsze dba o swoje naczynia żylne w kończynach dolnych. Gdy tylko wsiadła do metra, pożądliwie spojrzała na oznaczone „For ladies” miejsca. Szybko jednak mina jej zrzedła. Wszystkie krzesełka zajęte były przez tyłki gapiących się czarnymi ślepiami Hindusów. W jej nadnerczach adrenalina już buchała… Wzrokiem bazyliszka usiłowała przegonić z dedykowanych jej osobie siedzisk bydło (bo przecież to nie święte krowy). BEZSKUTECZNIE Nie trzeba przypominać, że Pi jest szalenie uparta. Nie zraziła się jednym niepowodzeniem w przeistaczaniu mentalność Hindusów.

Do kolejnej próby przygotowała się nieco uważniej. Gdy następnego dnia, wraz z Maharają wkroczyli do metra, nie zdziwiło jej, że mężczyźni obsiedli, niczym szpaki sad wiśniowy w Grójcu, wszystkie miejsca. Pi jest na tyle przebiegła, że zaczaiła się na jedno z siedzisk i, gdy tylko ofiara wstała, zajęła je (mimo, że do stacji docelowej pozostały co najwyżej 2 minuty). Życie składa się z małych sukcesów – właśnie jeden osiągnęła. Nie osiadła jednak na laurach. Iskierkę chwały przekazała kolejnej niewiaście. Wstała i zagradzając miejsce hinduskim męskim, mało atrakcyjnym, pośladkom – zaprosiła do degustacji siedziska zakutaną w kolorowe szmaty kobietę. Radość, która rozświetliła ciemne lica Hinduski, wystarczyła by Pi z dumą spojrzała na siebie w lustro.

Prawda jest jednak taka, że choć Pi przeprowadziła wiele dyskusji na tematy niskiego statusu kobiety w Indiach, wdawała się potyczki słowne w nieodpowiednich miejscach i w wyjątkowo złym czasie, to prawdopodobnie absolutnie niczego to nie zmieniło. Szczęśliwie nauka pokory, którą otrzymała w Indiach, została okupiona jedynie egzystencjalnym cierpieniem. Jedno jest też pewne. Pi wciąż nie nauczyła się kolejności wykonywać czynności, nadal mówi, a potem myśli.

A może jednak odkryła Dobrą Karmę? I to dzięki niej, pomimo swojego niewyparzonego języka, powróciła z wyprawy w jednym, niespalonym kawałku.

I love incredible India!