ŚWIĘTA KROWA W KROPKI BORDO

Znane z kkrowainematografii pejzaże Indii dalece odbiegają od rzeczywistości, której uroki można poznać jedynie własnymi zmysłami. Przesyt kolorów, ich zdumiewająca nawet krótkowidza różnorodność odcieni, o których nie śniło się impresjonistom, kontrastują tutaj z szarą, przytłaczającą i obdartą z bollywoodzkiego rozmachu rzeczywistością. Ten panujący w każdym zakątku dualizm sprawia, że Indie jednych zachwycają, innych oburzają, a niektórych wręcz odurzają. To miejsce, gdzie odnajdują się oczekujący zmysłowych doznań podróżnicy.

Ujrzeć tu można stosy kolorowych, jedwabnych tkanin, usypane w kopce różnorodne zioła i przyprawy oraz połyskujące w blasku przyćmionych wszechobecnym tu smogiem, promieni słońca figurek z podobiznami hinduskich bożków. Natłok tych, poruszających nawet najmniej eksponowane receptory, przekaźników sprawia, że nie sposób przejść w zadumie i z pełną obojętnością choćby kilka metrów. Zapach kadzidełek, pozostawiający niestety wiele do życzenia i zazwyczaj zupełnie niezmysłowy, miesza się tu ze swądem palonych tajemnic. Samo powietrze sprawia, że błędnik szaleje i demonstruje swoją władzę nad poczuciem równowagi. Nie wykonując żadnego ruchu można spostrzec beztrosko biegające w obdartych koszulkach i poplamionych spodniach dzieci, które traktują ulicę jak własny pokój i nie krępują się niczyją obecnością. To tu uczą się przetrwania i zdobywają niezbędne w dorosłym życiu umiejętności. Niejednokrotnie muszą rywalizować o przestrzeń z pałętającą się tu gromadnie zwierzyną. Początkowo, Pi jak każdy turysta, ekscytowała się widokiem szczura, potem przyszła pora na małpy, lecz obecność hasających po tutejszych chodnikach krów do tej pory nie została przez jej mózg przetworzona oraz racjonalnie wytłumaczona. Wydaje się niepojęte, że w tak wszechobecnej, kumulującej się biedzie, zwierzęta, które w innych kulturach są traktowane jak smakowity kąsek, tutaj darzone są tak irracjonalnym szacunkiem i ochroną. Wbrew pozorom jednak, krowy wcale nie są czczone, Hindusi zapewniają im jedynie spokojny byt. Znalezienie w indyjskim menu wołowiny graniczy z cudem i mogłoby być okupione srogą karą a nawet wyklęciem na wieki, a przynajmniej na kilka kolejnych żyć. Krowa, która dużo muczy, mało mleka daje, te indyjskie siedzą cicho jak mysz pod miotłą, dlatego są tak hołubione w kulturze hinduskiej.

krowa w koszuŚwiętość Krów nie została do tej pory obalona. Ich obecność zauważalna jest niemal w każdym społeczeństwie. Czasami przywdziewają nieco inne wcielenie i wydaje im się, że swoje święte placki mogą zrzucać na wszystko i wszystkich. Nie oglądając się za siebie kroczą i muczą w niebogłosy, rozpychają się swoimi szerokimi zadkami by dojść do upragnionego koryta. I tak zostaje tylko smród.