Wymagające dziecko czy po prostu niemowlę?

Jestem stałą bywalczynią kilku grup na fejsbuku, z jednymi sympatyzuję bardziej, a z innymi jest mi nieco mniej po drodze. Czasami nawet udzielam się w dyskusjach, natomiast czasami nic nie piszę, choć powinnam. Bywa też tak, że napiszę to, co myślę. Tak też na jednej z grup zrobiłam dzisiaj.

Continue reading Wymagające dziecko czy po prostu niemowlę?

PIĄTE KOŁO U WÓZKA

2016-11-13_11.56.12Wydaje się, że wózek to „must have” każdej spodziewającej się rodziny. Nikt , absolutnie nikt, nie wyobraża sobie, by nie dokonać tego zakupu, nie stawać przed wyborem rodzaju kółek, wielkości gondoli, zawieszenia, koloru… My myśleliśmy tak samo. Przecież dziecko bez wózka to jak herbata bez kubka. Tym oto sposobem wózek pojawił się w naszym gronie jeszcze zanim Hrabina Zofia_Wózek_Parzy_w_Dupkę przekonała nas, jak bardzo się myliliśmy.

Jakież było nasze zdziwienie, gdy każdorazowe wsadzenie Zofii  do wózka kończyło się dantejskimi scenami. Jak bardzo rzedły nam miny, gdy przy każdym kolejnym razie Zofia coraz szybciej okazywała swoje niezadowolenie. Jak bardzo rwaliśmy sobie włosy z głowy, gdy każda próba wyjścia z domu z Zofią w wózku kończyła się tuż za progiem. Jak bardzo zastanawialiśmy się, dlaczego nasze dziecko nie chce zachowywać się tak, jak sobie tego życzyliśmy my i nasze otoczenie.

Czy można przekonać dziecko do wózka?
Cyklicznie podejmowaliśmy próby aklimatyzacji Zofii w wózku. Tak samo regularnie dostawaliśmy od Zofii za te bezczelne eksperymenty czerwone kartki (uzbierał się ich piękny, komunistyczny, czerwony stosik). Kilkadziesiąt minut biegu z wózkiem po okolicznej szutrówce, w 30-stopniowym upale, w kłębach kurzu, w tabunie zacierających swoje wygłodniałe ssawki gzach. Poobcierane stopy, wylane litry potu, poparzenia słoneczne… tylko po to by uświadczyć 15-minutowego wózkowego snu BOBASA. Każda zmiana rytmu prowadzenia wózka, każdy większy kamień, każdy szczekający pies, każdy przejeżdżający samochód powodował spektakularną pobudkę, wielką rozpacz i łzy jak ziarna grochu u BOBASA. Każdy napotkany życzliwy człowiek zapuszczający żurawia do czeluści wózka i pytający dyskretnie czy BOBAS śpi otrzymywał bazyliszkowego wzrokowego kuksańca i lądował na naszej czarnej liście znienawidzonych istot uprzykrzających rodzicielskie życie. Spacer w wózku, kilometrowe dystanse w relaksującym rytmie pochrapywania śpiącego BOBASA. Nuda, marazm, „w pustyni i w puszczy” i więdnące pośladki jednocześnie.

Dobre rady (prawie jak dobra zmiana…)
Szczęśliwie żadne z nas ich nie słuchało. „Niech trochę popłacze, to przestanie i uśnie”, „przecież się przyzwyczai”, „musi przecież leżeć w wózku”, „nauczyliście, to macie”, „rozpuściliście, to macie”, „nosiliście, to macie”. No właśnie. Mamy. Mamy Zofię, która także tych rad i przytyków nie słuchała.
Najlepszą radą okazało się odstawienie wózka i znalezienie mu innych funkcji. Wszak każdy nieużytek da się jakoś rekultywować.

Do czego może przydać się wózek?
2016-11-13_12.19.35Okazało się, że wózek może być przygarnięty przez Kotełę. Kotka Matylda ma tam swój azyl, ma swoje legowisko. Wiem, że chciałaby tam mieć swoje lęgowisko, lecz niestety w tym wcieleniu nigdy tego nie doświadczy. Wraz z niewdzięczną Matyldą składamy serdeczne podziękowania sprawnym, chirurgicznych dłoniom weterynarza, który z uczynił Matyldę bezpłodną. Wózek to także świetna podręczna, przesuwalna szafa_weź_połóż_gdzieś_tą_kurtkę. Wózek może być także pakownym koszem zakupowym i spychaczem_uderz_barana_w_stopę w zatłoczonym sklepie. Jedno jest pewne: w naszym przypadku wózek nie spełnia dedykowanej mu funkcji. Zofia nie wie, albo wie aż nazbyt dobrze, do czego służy wózek i konsekwentnie unika z nim kontaktu.

Czy można (prze)żyć bez wózka?
Absolutnie nie. Bo to atrybut niemowlęctwa, bo to zakup obowiązkowy, bo to dziwactwo go nie używać.
Absolutnie tak. Bo wózek to tak naprawdę wymysł cywilizacji. To wynalazek współczesności czyniącej z niemowlęcia osobny byt, którym ono jeszcze długo nie będzie. Do około 8. miesiąca życia dziecko w swojej mentalności jest połączone z matką i żaden nowoczesny gadżet tego nie zmieni.

Czy jest jakaś alternatywa?
Oczywiście, że jest. Zofia bardzo sprawnie ją sobie upatrzyła. Najlepszym rozwiązaniem, by wózek przestał spędzać dziecku i rodzicom sen z powiek, okazała się Chusta, a nawet wiele Chust. O zaletach chustonoszenia można książki, wiersze, a nawet epopeje pisać. Powiem krótko, zupełnie tak, jak krótko Zofia leżała w wózku:
Chusta= Bliskość.
Chusta= Ukojenie.
Chusta= Spokój.
Chusta= Mam(a) Cię.

Nie martw się, nie frustruj, nie krzycz i nie obrażaj. Jeśli Twoje dziecko lubi wózek to prawdopodobnie także wszystko z nim w porządku, jest zdrowie i będzie normalne, ale jeśli chcesz się upewnić, zasięgnij opinii pediatry i przeczytaj tekst od początku ;-).

ZOFIA I KOLKA NIEMOWLĘCA

P_20160518_112813_BFKilka miesięcy temu zakasałam rękawy i z milionem myśli podjęłam pediatryczne wyzwanie otagowane imieniem Zośka. Pobierane przez lata medyczne nauki wreszcie mogły przydać się w codziennej, domowej, pediatrycznej praktyce. Gdy tylko Zofia zakończyła tygodniową wersję demo, okazało się, że jej wersja rozszerzona obejmuje wszystkie możliwe fizjologiczne dolegliwości niemowlęce. Najbardziej rozwinięty okazał się moduł kolki niemowlęcej. Szybko przeistoczył się on w Kolkowego Potwora. Dotychczas byłam przekonana, że te książkowe 100 kolkowych dni to wyolbrzymiona fanaberia i podręcznikowa gadanina. Zofia pokazała mi jak bardzo się myliłam. Okazało się, że niemowlę może płakać, wyć, drzeć się, ryczeć, beczeć, ronić łzy, krzyczeć i tylko ja wiem co jeszcze… całymi dniami, całymi tygodniami, całymi pięcioma miesiącami. Może to robić cały czas z krótkimi przerwami na drzemki.

Czy da się pokonać kolkę niemowlęcą?

Powołując się na swoją pediatryczną wiedzę, oczekując, że wreszcie dokonam przełomowego odkrycia i „uleczę” kolkę niemowlęcą, rozpoczęłam poszukiwania antidotum. Oczywistym jest, że wszystkie swoje pomysły realizowałam nogami, rękami, plecami oraz anielską cierpliwością Męża. W dzisiejszych czasach farmakopea jest bogatym zbiorem substancji, a niektóre zasłynęły w medycznym świecie z łagodzenia kolki niemowlęcej. Niestety żaden z zastosowanych u Zofii  specyfików nie ujarzmił jej niedojrzałego przewodu pokarmowego, a okiełznanie rozkrzyczanego układu nerwowego zdruzgotało jedynie wiarę w moją intuicję. W akcie desperacji, wiedząc, że zaczynam podejmować próby z placebo, sięgnęłam po homeopatię. Zupełnie nie zdziwiła mnie jej nieskuteczność.  Jednak nieśmiało liczyłam, iż staniemy się placebo responderami. Kolejną bronią miały okazać się zioła, ale one również przegrały nierówną walkę z Kolkowym Potworem. Pokornie podjęliśmy także próby niefarmakologicznych rytuałów. Wreszcie zepchnęłam z ucha słonia. Kołysanki, przyśpiewki, mruczanki, rymowanki i diabeł wie co jeszcze… jedynie pogłębiały frustrację –  tą moją i Zośki. Noszenie, lulanie, bujanie, skakanie, podrygiwanie… było rewelacyjną poporodową gimnastyką, ale na kolki zupełnie nie pomagało. Był też masaż, były ciepłe okłady, były kąpiele. Była też rurka, frywolnie nazwana kateterem rektalnym. Była też dieta – zupełnie bezsensowna, całkowicie nieskuteczna – dieta bezmleczna matki karmiącej.

Były łzy, była złość, była rozpacz i bezsilność. Wszystko to frustrowało tym bardziej, że przecież kolka niemowlęca jest fizjologią, jest klasycznym czynnościowym zaburzeniem przewodu pokarmowego. Choć dla pediatry to błahostka, to dla matki, to problem urastający do Kolkowego Potwora.

Okazało się, że jest jeden cudowny, skuteczny, niezastąpiony, darmowy i jak często pomijany w medycynie sposób na kolkę… Jest to nieubłaganie płynący, CZAS. To on właśnie sprawił, że po 5 miesiącach Kolkowy Potwór nas opuścił. Pozostawił wspomnienia, ale także bezcenną naukę pokory i cierpliwości wobec fizjologii i niedojrzałości małego człowieka.  

Continue reading ZOFIA I KOLKA NIEMOWLĘCA