MATKA LEKARKA ŚCIGA SIĘ Z MEDYCYNĄ

Dlaczego najpierw jestem mamą, a hen hen daleko za siedmioma górami, rzekami, lasami… lekarzem?

Zośka ma 7 miesięcy.
Moja medycyna ma już 13 lat!

Jeśli medycyna byłaby dzieckiem, umiałaby już zrobić sobie kanapkę lub kupić sałatkę (a co gorsze – wino) w Biedronce. 13 letnia Medycyna nie potrzebuje świeżej pieluchy. Nie musi ssać piersi by czuć się bezpiecznie, nie potrzebuje bujania i szeptania kołysanek. Medycyna już dawno nauczyła się mnie ignorować, robić mnie w balona i wyciskać ze mnie siódme poty.

zofia a medycynaZośka, póki co, umie w niewielkim stopniu zmienić swoją orientację wobec podłoża. Umie zakomunikować swoje potrzeby w jedyny słuszny i klarowny sposób, umie też wynagrodzić uśmiechem ich spełnienie. Umie się zapluć, lecz nie umie się wytrzeć. Umie chwycić mnie za serce, palec i okulary. Umie wyprowadzić na spacer i zachęcić (zmusić) do tańca.

Zośka jeszcze wielu rzeczy NIE umie.

Ja natomiast umiem wybrać. Zośka jest ważniejsza. Medycyna-świnia jest o nią zazdrosna.

PODYŻUROWA SPOWIEDŹ

raportW dorosłym życiu trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji. Wcześniej musieli się z nimi zmagać odpowiedzialni wedle prawa i zasad społecznych, opiekunowie. Winowajca mógł jedynie trenować minę do sceny “kocich oczu” w Shreku. Dyżur to niepierwsza próba dojrzałości. Obfituje on w dylematy, rozterki i kryzysowe sytuacje. Decyzyjność to kluczowe słowo, powinno towarzyszyć pracy lekarza niezależnie od pory jej wykonywania. Można być pewnym, że żadne zdarzenie dyżurowe nie pozostanie bez echa, które najgłośniej  będzie huczało w czasie podyżurowej spowiedzi.

Continue reading PODYŻUROWA SPOWIEDŹ

JEST TAKIE MIEJSCE…

onko1Jest takie miejsce, w którym dziecięce pytanie „dlaczego?” nigdy nie doczeka się prawdziwej odpowiedzi. Jest takie miejsce, w którym na pytanie „co to?” każdemu rozmówcy łamie się głos. Nie łamią się tylko Ci, którzy takie, z pozoru, proste pytania zadają. Wypowiadają je, podobnie tak zwyczajnie, a jednak zupełnie inaczej niż ich rówieśnicy. Pytają o rzeczy, które nawet nauce wymknęły się spod kontroli.

Klinika Onkologii Dziecięcej jest miejscem, które wzbudza respekt u każdego, kto przekroczy jej szklane drzwi. Paradoksalnie, pastelowo barwione ściany, pośród nich puchate maskotki i, zerkające z góry na wszystkich przechadzających się po korytarzu, ludzi, uśmiechnięte postacie, współistnieją z, przepełniającą oddział, nadzieją.

Czasami medycyna, choć nieustannie i uparcie szuka nowych rozwiązań oraz odkrywa zadziwiającą złożoność zachodzących w organizmie ludzkim procesów, nie jest w stanie zwyciężyć wyrywającego się, dopiero co złapanego w sidła, rywala. Czuć tutaj powiew zmąconego chemiczną wonią powietrza wprawianego w ruch mocującymi się ze sobą życiem i chorobą. Widać, zapierające dech w piersiach, zwroty akcji, których nie obejmuje żaden znany scenariusz. Przebieg wydarzeń jest niemal zawsze równaniem z wieloma niewiadomymi. Istnieją tabele, statystyki i procenty. Jednak, nie ma takiej skali, która obejmie wszystkie czynniki modyfikujące wynik rozgrywki dwóch, równie chętnych do istnienia, przeciwników. Pozostaje więc zacięta walka i wyczekiwanie na najbardziej upragnione tutaj słowo: „regresja”.

Onkologia to miejsce, w którym każdy uśmiech jest wyrazem chęci do życia oraz niezłomnej odwagi, by z podniesioną ku przyszłości głową, stanąć twarzą w twarz z, narzucającym swoje złośliwe warunki, tworem.

onko2Z tym miejscem zetknęłam się po raz pierwszy. Poczułam, że tracę kontrolę nad szamoczącymi się w głowie myślami. Z zazdrością i podziwem wciąż zerkam na tych, którzy, choć od lat obserwują pole walki, to za każdym razem wiernie wspierają, stających w szranki z nierównym przeciwnikiem, małych zwycięzców.

Serdecznie podziękowania dla całego Zespołu Kliniki Onkologii. Wiele się od Was nauczyłam, pokazaliście mi jak być Lekarzem.

DYŻUROWY SURVIVAL DLA ZAAWANSOWANYCH

survival dla zaawansowanychWersja podstawowa dyżurowej szkoły przetrwania dla starych szpitalnych wyjadaczy okazała się niesatysfakcjonująca. I dobrze, bo żaden, obdarzony odrobiną lekarskiej ambicji, medyk, nie uzna takiej wiedzy za wystarczającą. Zaistniała więc potrzeba opracowania wersji rozszerzonej. Może ona budzić sporo kontrowersji i zastrzeżeń. Wszystkie uwagi Pi przejmie z niebywałą ciekawością i pokorą.

Continue reading DYŻUROWY SURVIVAL DLA ZAAWANSOWANYCH

DYŻUROWY SURVIVAL

survival PiWyzwanie to niemałe, wyczyn niespotykany w innych zawodach zmianowych, a chwała niestety wątpliwa. Dyżur do największych przyjemności nie należy. Czasami w czasie jego trwania osiąga się szczyty wytrzymałości zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Inauguracyjny dyżur, który jest oznaką pierwszego stopnia szpitalnej dojrzałości, zawsze budzi ogromne emocje, jest niczym podróż do zupełnie nieoświetlonej jaskini, w której czyhają owiane mglistą tajemnicą zasadzki. Kolejne dyżury są jednak jeszcze gorsze. Stopniowo zdobywane doświadczenie uświadamia mnogość, zaskakujących niejednego dyżurowego weterana, zdarzeń niepożądanych w szpitalu. Dopóki nie zjawi się zmiennik z odsieczą, trzeba mieć się na baczności i nie tracić czujności nawet obliczu poczucie całkowitej kontroli.

Continue reading DYŻUROWY SURVIVAL

Z PORADNIKA PEDIATRY – CO O KROCZU PISZCZY?

co ma w kroczuBogactwo języka medycznego przerasta, a nawet przeraża najbardziej wytrwałych widzów telenoweli „Na dobre i na złe” oraz fanów serialu „Było sobie życie”. Nic więc dziwnego, że już na studiach medycznych trwają przygotowania do pochłonięcia zasobu słownictwa, którego pozazdrościłby nawet sam Gutenberg. Po ulicach krążą nieco żartobliwe mity, iż medycyna to przyswajanie książki telefonicznej. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej.

Continue reading Z PORADNIKA PEDIATRY – CO O KROCZU PISZCZY?

Przychodzi tata do pediatry czyli gender w gabinecie pediatrycznym

genderW zupełnie niezrozumiały sposób przybywa zwolenników, jak i przeciwników tzw. kultury „gender”. Kotłują się oni w medialnych dysputach, deklarują przynależność społeczną zależną od uwarunkowań danej społeczności. Pi, choć okresowo miewa drobne zapędy na wpół szowinistyczne a na drugie, większe pół, feministyczne, stara się szukać złotego środka. Oprócz zupełnie niegrawitacyjnego środka, znajduje zawsze dziurę w całym.

Continue reading Przychodzi tata do pediatry czyli gender w gabinecie pediatrycznym

NIGDY NIE MÓW TEGO LEKARZOWI cz.1.

nigdy nie mowPi lubi być przemądrzała, lubi wcisnąć swoje 3 grosze wszędzie tam, gdzie one wcale nie są potrzebne. Lubi także dawać dobre rady. Są jednak takie rzeczy, których nie lubi i trzeba przyznać, że po głębszym namyśle, uznała, że jest ich przerażająco dużo, ale niektóre wiodą prym i wzbudzają jej szczególny niepokój. Do przemyśleń na ich temat skłania ją jej codzienne życie.

Continue reading NIGDY NIE MÓW TEGO LEKARZOWI cz.1.

TO BYŁA “DŁUGANOC”

Pi po izbieNie pamięta jak dotarła, nie wie jak jechała.
Przekręciła klucz w drzwiach, delikatnie nacisnęła na klamkę, cichy pisk, powoli zapominających o swojej funkcji, zawiasów przeszył jej wykończony nocnymi rozgrywkami intelektualnymi, mózg. Jak w każdym okresie około świątecznych gorączek, mogła jedynie pomarzyć o chwili spokoju. W momencie, gdy tylko przekroczyła próg swojego mieszkania, poczuła, że płynąca dotychczas wartkim nurtem w jej naczyniach krew, zwalnia, krwinki wyhamowują, przestają miotać się w turbulentnych przepływach kolaterali, a wysycona tlenem hemoglobina zaczyna swobodnie docierać z pęcherzyków płucnych do odległych o całe ciało, włośniczek. Nic tak nie zmniejsza oporu naczyniowego, jak znikająca z obwodu noradrenalina. Nawet receptory mogą teraz wejść w fazę spoczynku.

Continue reading TO BYŁA “DŁUGANOC”

Pi NIE MARNUJE CZASU

idziesz do kinaProporcjonalnie do ilość zaplanowanych działań, zmniejsza się motywacja do ich wykonania. Szczególnie dobrze Pi przekonuje się o tym, gdy zadanie w opisujących je słowach kluczowych ma wyraz „doktorat”. Wówczas okazuje się, że po wyglancowaniu na błysk podłogi, umyciu wszystkich okien i rzetelnym wysmarowaniu ich nabłyszczaczem, wypolerowaniu podłogi, obraniu ziemniaków i ugotowaniu klusków lanych na rosole istnieje szansa by odświeżyć zajęty ciężką pracą doktorancką umysł i wyjść z domu, bo nie zdziczeć w mieszkaniu lśniącym jak… nos psa Perfekcyjnej Pani Domu.

Continue reading Pi NIE MARNUJE CZASU

JAK POWSTAJĄ ŚWIĄTECZNE WYPIEKI?

swieta wielkiej nocyAż dwa razy do roku Pi odczuwa niebywałą radość z okazji zbliżającego się świątecznego okresu. Czuje się wówczas, tak jak każdy, kto oczekuje, że wreszcie odpocznie, wyśpi się, pomyśli o niebieskich migdałach i wpałaszuje różne tradycyjne łakocie. Jednak od kilku lat Pi znajduje znacznie lepszy sposób spędzania rodzinnych, spokojnych, pełnych ciepła świąt. Tą godną pozazdroszczenia alternatywą jest DYŻUROWANIE.

Continue reading JAK POWSTAJĄ ŚWIĄTECZNE WYPIEKI?

POWRÓT MISIODRY

misiodraW średniowieczu Misie, a nawet Misiątka nie wiodły beztroskiego, szczęśliwego życia. Każdego dnia skamlały o jedzenie i z zaciętością rycerzy walczyły o jakiś pyszny, sycący kąsek. Ich życie było zgodne z naturą, lecz często nosiło znamiona walki o przetrwanie. Przeżywały tylko te najsilniejsze. W tak zamierzchłych czasach największym zagrożeniem dla Misiów były różne misiokterie i misiorusy. Szarlatani, czarodzieje, ówcześni medycy (dziś zwani Skrzatami) oraz zielarze nie potrafili przegonić ze swoich osad misiobójców. Poszukiwano eliksiru, lecz przez wiele kolejnych wieków najwięksi mędrcy nie umieli rozprawić się z ówczesnymi śmiercionośnymi zarazami.

Continue reading POWRÓT MISIODRY

INWAZJA BOMISIÓW

bomisieBomisie zajmują coraz większe terytorium. Wydaje się, że wiosna, jak każda inna pora roku, sprzyja ich ekspansji. Ich bomisiowanie staje się coraz bardziej uciążliwe. W mediach regularnie karmi je się przeświadczeniem o bomisiowych prawach do wszelkich świadczeń. Każdego ranka słyszą w swoich bomisiowych nadajnikach radiowych i telewizyjnych, że system gwarantuje im niezliczone prawa do korzystania – korzystania ze wszystkiego, co im się należy. Tym oto sposobem małe bomisiowe rozumki są przekonane, że należy im się wszystko to, do czego mają prawo, a prawo mają do wszystkiego. Chyba jest to wystarczająco jasne?! Aż tak jasne, że niebomisie tego nie rozumieją.

Continue reading INWAZJA BOMISIÓW