GADAJĄCA MAŁPA I KRECIK – DOMOWE BANDZIORY

domŻadna to wiedza tajemna, że najwięcej niebezpieczeństw czyha na dziecko w domu. W tym właśnie miejscu najczęściej dochodzi do wypadków i innych niebezpiecznych, możliwych do uniknięcia, zdarzeń. Istnieje przynajmniej kilka łatwo dostępnych przedmiotów codziennego użytku, które mogą okazać się zabójcze dla malucha. Wszystkie znajdują się zazwyczaj w zasięgu jego kończyn górnych.

W Izbie Przyjęć pewnego, nieistniejącym już niestety, szpitala spędziłam wiele upojnych godzin. Miałam wówczas okazję poznać powyższe niebezpieczeństwa od ostro dyżurowej strony i stanąć z nimi twarzą w twarz. To nie była równa walka.

Co ma w dupie gadająca małpa?
baterieOtóż owa małpa miała tam kilkuwoltowe baterie, które, choć zabezpieczone dzyndzelkiem, to jednak łatwo były dostępne dla małych paluszków kilkulatka. Małpa nagle przestała gadać, w jej tyłku powstała dziura, a trzymające w pośladkach małpy palce dziecko rzewnie płakało. Szczęśliwie rodzice połączyli te fakty i zorientowali się, że bateria spoczywa już w przewodzie pokarmowym ich pociechy. Taka bateria to tykająca bomba chemiczna. Gdy dostanie się do jamy ustnej, a potem zawita do żołądka, lub osadzi się jeszcze dalej, uwolni z siebie zawartość, która niemal “zżera” śluzówkę i “przegryza” ścianę przewodu pokarmowego. Jest to szybka droga do perforacji, krwotoku, zapalenia otrzewnej i innych stanów zagrażających życiu.

Jeśli podejrzewasz, że dziecko wpałaszowało  baterię, nie czekaj aż zrobi z nią kupę. Bez chwili zwłoki pędź do szpitala. Szybka ocena radiologiczna pozwoli zweryfikować Twoje przypuszczenia. Jeśli zostaną potwierdzone, to w trybie pilnym ciało obce zostanie usunięta (poprzez gastroskopię lub laparotomię – otwarcie powłok brzusznych).

Zabójczy alfabet
magnesyNic tak nie ułatwia życia jak fizyka… ona również sprawiła, że możemy w szybki sposób sprawić lodówce lifting i to lifting edukacyjny. Odkrywcze łapki dziecka szybko podchwycą kolorowe lodówkowe nalepki (litery, cyfry, kształty, zwierzątka…). Większość z nich trzyma się powierzchni dzięki małym, okrągłym, przylepionym na słowo honoru magnesom. Wystarczą dwa by doprowadzić do tragedii. Jeśli dziecko je połknie, przemierzają one przewód pokarmowy.  Gdy znajdą się w swoim pobliżu, lecz w innych lokalizacjach, ujawniają magnetyczne zdolności, spajają i doprowadzają do martwicy ściany jelita. Algorytm postępowania jest podobny jak w przypadku baterii– szybki bieg do szpitala i ocena czy dziecko faktycznie skonsumowało magnesy czy szczęśliwie wkopało je pod lodówkę.

Jeśli chcecie używać magnetycznych naklejek polecam te, które całe wykonane są z dużych kawałków tworzywa magnetycznego – żadne dziecko nie będzie w stanie tego połknąć.

Kolorowe kamyczki babci
lekiOczy dzieci kochają kolory, uwielbiają drobiazgi, które walają się po podłodze, brzęczą w koszyku, kolebią w słoiczku czy też szeleszczą w blisterze. Któż by się nie połasił, by skosztować okrągłej niebieskiej pigułki, czy też tabletki w kształcie serduszka. Nawet niejadek wsadzi je do paszczy. Niestety większość przypadków zatruć lekami odbywa się w obecności opiekunów, w chwili ich nieuwagi i bezmyślności. Choć to truizm, to wszystkie leki zawsze powinny znajdować się w miejscu całkowicie niedostępnym dla dzieci.  Dzieci są sprytne, w 3 sekundy potrafią otworzyć torebkę babci, w 5 sekund dostaną się do łazienkowej apteczki, a w 10 sekund rozpracują słoiczek ketonalu. Co robić gdy podejrzewamy, że maluch spożył nieprzeznaczony dla siebie lek? Należy zabrać opakowanie od leku i pędzić do lekarza. Szybki kontakt z Odziałem Toksykologii pozwoli oszacować ryzyko działań niepożądanych i konieczność ewentualnej hospitalizacji i rychłej interwencji.

Trujący sok jabłkowy
kretTo nie powinno było się wydarzyć, wręcz niemożliwe, że zaistniało. Dziecko wypiło odkamieniacz/ odrdzewiacz do rur. Mama uszkodziła oryginalną butelkę preparatu i przelała go do szklanej butelki po soku. Schowała do szafki. Sprytna, zadziorna, zwinna i łasa na owocowe smaki trzylatka, wiedząc, że soki mają sporo witamin, poczęstowała się zabójczym trunkiem. Zawarty w tym odkamieniaczu wodorotlenek sodu oparzył (chemicznie) jamę ustną i przełyk dziewczynki. Niestety na ratunek było zbyt późno…

W domu każdego z nas znajduje się mnóstwo niebezpiecznych dla dziecka substancji. Zarówno kostki do zmywarki, tabletki do prania, odplamiacze stanowią ławy cel dla spragnionych zabawy i nowości dzieci. Znów posłużę się truizmem. Wszystkie środki czystości, środki chemiczne, detergenty etc. powinny być zamknięte na 100 pancernych spustów, tak by nawet ich fragment nie był dostępny dla ciekawskich oczu dziecka.

Lista domowych niebezpieczeństw jest o wiele dłuższa. Na dodatek część z nich jest nie do przewidzenia. Rodzic nie ma więc wyjścia: musi mieć refleks szachisty, sokoli wzrok, intuicję Kasandry.. Posiadając wszystkie te zdolność  jednak i tak musimy się starać by zabezpieczyć dziecko przed wszystkimi pułapkami w jego otoczeniu.

 Oby nigdy to się nie wydarzyło.

 

SEN NOCY NIEMOWLETNIEJ

16651579_10155013039688252_823162809_oPo 11 miesiącach owocnej współpracy z Zośką stwierdzam, że okres niemowlęcy to istna magia, magia pod każdym względem. Nic nie jest wówczas jednoznaczne, nic nie jest pewnikiem i niewiele można przewidzieć. Ten czas to istna Magia.

Magicznie nieprzewidywalny jest również sen niemowlaka. Można o tym pisać rozprawy, tworzyć eseje, elaboraty i kroniki. Jest jednak wiele mitów i bajek krążących na temat snu niemowlęcia. Niektóre z nich, wdrażane w życie, bywają szkodliwe zarówno dla dziecka, jak i dla jego opiekunów.

1. Trening snu ratuje jakość życia rodziców.
Słyszałam to wielokrotnie i równie wiele razy się wówczas bulwersowałam. Wielu przechwala się, że te kilka dni “nauki” okazało się wybawieniem i odmieniło ich upiorne nocne życie z niemowlakiem, który perfidnie nie chce iść samodzielnie spać. Wielu doradza by zastosować porady Tracy Hogg, metody Ferbera czy innych “znawców” języka niemowląt. Wszyscy ci specjaliści od snu dzieci są miłośnikami behawioryzmu, który faktycznie prowadzi do określonego celu, ale ogromnym, emocjonalnym kosztem [1]. Jeśli rodzice są skłonni świadomie ponieść konsekwencje takiego treningu, to jest to ich indywidualna sprawa. Mam jednak wrażenie, że większość z nich nie wie jakie rezultaty może przynieść wybrana przez nich ścieżka do ramion Morfeusza. Większość trenerów snu zarzeka się, że ich metody nie są oparte na wypłakiwaniu, że nie ma tam elementu przemocy emocjonalnej nad dzieckiem. W mojej jednak (subiektywnej) opinii, pozostawienie w łóżeczku niemowlęcia, które w jakikolwiek sposób sygnalizuje, że potrzebuje do zaśnięcia bliskości, jest nienaturalne i oddalone od matczynego instynktu, zarówno przy obecności rodzica w pokoju, a tym bardziej przy opuszczaniu przez niego pomieszczenia, w którym próbuje zasnąć jego dziecko. Nawet jeśli maluch nie będzie płakał, a pojękiwał, wołał, to i tak daje on sygnały, że nie chce zasypiać sam, że ma naruszone poczucie bezpieczeństwa, którego nabierał przez miesiące spędzone w macicy, gdzie był kołysany, bujany i lulany pomrukiwaniem głosu matki. Nie jestem znawcą zachowań stadnych zwierząt, ale zdaje się, że człowiek jest jedynym ssakiem, który odważa się zostawić swoje potomstwo do samodzielnego zasypiania. Tak, wiem, że większość zwierząt tego nie robi, bo dba o bezpieczeństwo swoich dzieci. Człowiek, zazwyczaj nie obawia się pożarcia swojego potomstwa przez wilki, lwy czy inne drapieżniki, ale powinien zadbać o bezpieczeństwo emocjonalne swoich dzieci.

Czy trening snu pod postacią nieadekwatnej odpowiedzi na potrzeby dziecka jest szkodliwy?
Tak. Potwierdzają to badania naukowe – medyczne, a nie tylko psychologiczne. Okazuje się, że stosowanie metody wyczekiwania (w tym wypłakiwania, ang. “crying out”) w czasie „nauki snu” prowadzi do zwiększonego wydzielania kortyzolu u niemowląt. Stężenie tego hormonu, substancji uznawanej za wymiernik stresu, walki i sygnału do ucieczki, utrzymuje się nawet w tych dniach treningu, w których dziecko już nie sygnalizuje potrzeby bliskości (np. nie płacze). Oznacza to, że w pewnym sensie straciło nadzieję, że bliskie mu osoby odpowiedzą na wysyłane przez nie sygnały [2]. Jakie są długofalowe skutki ekspozycji na wysoki poziom kortyzolu? Otóż może to prowadzić do zwiększonego ryzyka rozwoju chorób układu sercowo-naczyniowego, chorób psychicznych (przede wszystkim depresji) oraz nieprawidłowym rozwojem emocjonalnym w przyszłości. A to tylko niewielka część wymiotnie słonego morza konsekwencji „treningu snu”.

Czy nadejdzie taki dzień, kiedy wykończona, w wymemłanej koszuli, z fryzurą topielicy, wyzbyta cierpliwości i bezwzględnie zdeterminowana zostawię Zośkę do samodzielnego zaśnięcia? Z pewnością nie. Dotychczas Nasza Córka jeszcze nigdy nie zasnęła samodzielnie. Prawdopodobnie jeszcze do tego nie dojrzała i wciąż potrzebuje dużego poczucia bliskości. Codziennie wraz z nami smacznie (z pewnością, bo wciąż jest karmiona piersią) śpi w ogromnym, wygodnym łóżku. Każde z nas ma tam swój zakątek, a jednocześnie mamy tam dla siebie mnóstwo bliskości. Bliskości wedle potrzeb.

2. Niemowlę powinno spać określoną liczbę godzin.
W medycynie nie ma nic czarno-białego, nic „zawsze” i nic „nigdy”. Nawet normy laboratoryjne mają swoje przedziały. Podobnie jest ze snem niemowlęcia. Nie ma ściśle określonych godzin, które dziecko w danym wieku powinno przesypiać. Owszem, można wyznaczyć optymalny czas takiego wypoczynku, ale i tak jest on jedynie statystycznym uśrednieniem czasu snu i czuwania dużej grupy dzieci. Nie warto więc oglądać się na innych, nie warto napalać się na kilkugodzinne drzemki niemowlaka, bo można się wówczas rozczarować. Sen, jego długość i głębokość jest sprawą indywidualną. [3]

3. Matka karmiąca piersią ma nikłe szanse na satysfakcjonujące wyspanie się.
Przyznam, że od 11 miesięcy nie spałam ciągiem dłużej niż 3h, a często jest tak, że maksymalny czas jednostajnego snu nie przekracza 30-60 minut. Mimo to, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, niemal codziennie czuję się wyspana. Przede wszystkim czuję się o wiele bardziej wyspana niż w pięknych, mnogo-dyżurowych czasach. Niesamowite, że tak przerywany sen może być efektywny. Prawdopodobnie nikogo nie zaskoczy fakt, że na potwierdzenie moich obserwacji również znalazłam badania. Okazuje się, że matki karmiące piersią nie cierpią z powodu deprywacji snu bardziej niż te, które wybrały inny sposób karmienia swoich dzieci [4, 5]. Dodam również, że jeśli ktoś myśli, że podanie dziecku kalorycznej kaszki lub pełnej mleka modyfikowanego butli spowoduje, że maluch prześpi całą noc, to się myli. Nie ma dowodów na to, że dziecko, które otrzyma dużą dawkę wysokoenergetycznego pokarmu przed snem lepiej spożytkuje nocny wypoczynek. Są natomiast dowody na to, że takie postępowanie “psuje” laktację.

4. Farmakoterapia na dobry sen niemowlęcia
Oto nowa moda. Moda na usypianie dzieci lekami. Wyłudzanie recept na hydroksyzynę w syropie, a w przypadku odmowy – gniew, wściekłość i trzaśnięcie drzwiami, a i skarga na złą, nieusłużną lekarkę też się trafia. Trzeba jasno powiedzieć żadna farmakologiczna metoda usypiania dziecka, a tym bardziej niemowlęcia, nie jest w pełni bezpieczna i nie powinna być stosowana u dzieci poza salą operacyjną. Jeśli znajdzie się osoba, która ma odmienne zdanie – zapraszam do dyskusji, ale uprzedzam, że w tym przypadku nawet nie postaram się o dyplomację i NVC (Nonviolent Communication).

Czy można jakoś wspomóc sen niemowlęcia?
Istnieje kilka bezpiecznych i, w niektórych przypadkach, pomocnych metod. W dużej mierze są to metody oparte na wyciszaniu i dawaniu dziecku bliskości. W większości nie ma wiarygodnych badań potwierdzających ich skuteczność, ale z pewnością nie są one szkodliwe.
Ograniczenie bodźców. Tzw. przebodźcowanie  może utrudniać zapadnięcie w sen i płynne przechodzenie w poszczególne jego fazy.  Stopniowe wyciszanie otoczenia, zmniejszenie intensywności światła i odgłosów dochodzących z otoczenia, ograniczenie telewizji oraz pstrokatych, świecących i grających zabawek mogą zredukować trudności związane ze snem. Warto wiedzieć, że ilość dopuszczalnych bodźców jest indywidualne, więc warto bacznie obserwować nawyki i ich konsekwencje u własnego dziecka.
Wieczorne rytuały. To czysta przyjemność zarówno dla rodziców, jak i dla malucha. Takie wieczorne BabySPA może nieść wiele radości. Zachęcam do wypróbowania relaksującego masażu i kąpieli. Snujcie także opowieści, bajajcie nawet od rzeczy,  rozmawiajcie z niemowlakiem; wszystko to w akompaniamencie łagodnej wyciszającej muzyki lub własnego śpiewu.
Przytulanie. To mój ulubiony sposób usypiania Zośki. Działa jak Magia. A magią jest chusta i Tula. Kilka chwil tulenia, bujania i Morfeusz przejmuje neurony dziecka. Istne Czary!

Co na temat zaburzeń snu niemowląt ma do powiedzenia medycyna? Choroby, nad którymi pochylam się u dziecka z trudnościami ze spaniem.
W większości przypadków niemowlęta, które nie umieją sprawnie udać się spać są okazami zdrowia i nie ma podstaw by doszukiwać się u nich problemów somatycznych. Istnieje jednak garstka dzieci, u których węszę i szukam jakiegoś chorobowego uzasadnienia sennych przypadłości. Jakie przypadłości biorę wówczas pod uwagę? W skrócie chodzi o wszystkie te zaburzenia, które mogą powodować fizyczny ból, a więc refluks żołądkowo-przełykowy, alergia na białko mleka krowiego, atopowe zapalenie skóry, owsica (choć to kazuistyka u niemowląt, szczególnie jedynaków poniżej 6.m.ż.), zapalenie ucha środkowego, kolka niemowlęca, dyschezja, zaburzenia SI, przegrzanie itd.. Lista jest o wiele dłuższa, ale rozwijam ją w swoich myślach indywidualnie dla każdego malucha, więc tu pozostawię pewien niedosyt.

Zachęcam do współspania, zachęcam do słuchania potrzeb niemowlęcia i odpowiadania na nie, nawet w odgłosach sprzeciwu otoczenia.

Dobrej nocy!

Piśmiennictwo:
1 Douglas PS, Hill PS., J Dev Behav Pediatr. 2013 Sep;34(7):497-507. Behavioral sleep interventions in the first six months of life do not improve outcomes for mothers or infants: a systematic review.
2. Middlemiss W, Granger DA, Goldberg WA, Nathans L., Early Hum Dev. 2012 Apr;88(4):227-32. Asynchrony of mother-infant hypothalamic-pituitary-adrenal axis activity following extinction of infant crying responses induced during the transition to sleep.
3. Galland, B.C., Taylor, B.J., Elder, D.E., & Herbison, P. Normal sleep patterns in infants and children: A systematic review of observational studies. Sleep Medicine Reviews. 2012, 16, 213–222.
4. Doan, T., Gay, C.L., Kennedy, H.P., Newman, J., & Lee, K.A Nighttime breastfeeding behavior is associated with more nocturnal sleep among first-time mothers at one month postpartum. Journal of Clinical Sleep Medicine, 2014, 10, 313–319.
5. Kendall-Tackett, K., Cong, Z., & Hale, T.W. The effect of feeding method on sleep duration, maternal well-being, and postpartum depression. Clinical Lactation, 2011, 2(2), 22–26.

LAKTACJA FOR DUMMIES, CZYLI CO KAŻDY MĘŻCZYZNA POWINIEN WIEDZIEĆ O OKRESIE KARMIENIA PIERSIĄ

laktacja for dummiesDla większości biologia z informatyką ma tyle wspólnego co pediatra z podologiem. Ja dostrzegam jednak ogrom analogii w mechanizmach biologicznych z algorytmami informatycznymi. Spójrzmy na nasze biologicznie uwarunkowane, zależne od płci predyspozycje przez pryzmat technologii.

Kobieta ma znacznie pojemniejszy twardy dysk, o wiele więcej pamięci operacyjnej, szybszy procesor, więcej różnorakich wejść, zazwyczaj ma także lepszą kartę graficzną, czulszą kamerę no i oczywiście zdecydowanie bardziej rozbudowany mechanizm syntezy dźwięku. Niektóre jednak jej funkcje zaawansowane wymagają instalacji odpowiednich wtyczek. Za produkcję i dystrybucję tych wtyczek odpowiadają mężczyźni. Po ściągnięciu i przeniesieniu wtyczek do odpowiednich folderów wystarczy poczekać 9 miesięcy na pełną instalację i kobiecy Master Komputer Matka​ Karmiąca (MKMK) ​rusza pełną parą. Wówczas wtyczka ​​wymaga ​kilku ​aktualizacji i kolejnych wersji, ponieważ wersja beta została przerobiona na betahCG.
​​
1. Na początku konieczne będzie ograniczenie instalacji kolejnych Twoich wtyczek. Te, które właśnie zostały zainstalowane jeszcze długo będą w pełni kompatybilne z systemem operacyjnym Master Komputer Matka Karmiąca, a co więcej – będą wymagały intensywnego współdzielenia zasobów. Twardy dysk i pamięć operacyjna Twojej partnerki są teraz zajęte w całości. Również Jej procesor pracuje pełną parą wykorzystując w stu procentach wszystkie rdzenie i potoki. Pamiętaj, że niektórych przycisków lepiej teraz nie dotykać, a do niektórych folderów nie wchodzić, bo grozi to zawieszeniem systemu. Być może touch pad też chwilowo nie będzie działał. Szczęśliwie za jakiś czas to się zmieni.

10.  Bądź jak power bank, zewnętrzny dysk USB lub nawet podkładka pod mysz. Choć trudno Ci w to uwierzyć, to Twój potomek zużywa całą energię Master Komputer Matka Karmiąca, oprogramowanie RzekaMleka nie oszczędza procesora. Podziel się swoimi zasobami, podejdź blisko i bądź jak podczerwień, czasami po prostu bądź.

11. Bądź jak Firewall. Jeśli ktoś usiłuje zdetronizować wartość oprogramowania RzekaMleka, usuń lub, jeśli jesteś łagodny w obyciu, zablokuj. Gdy jakiś wstrętny Trojan rozpowszechniający się za pomocą Facebooka lub innych mediów zachęca by zmieniła mleczne oprogramowanie na MieszankęMlekoTandeta, postaw zaporę. Laktacyjnemu oprogramowaniu nigdy nie wygasa licencja, nie traci ono ważności i wartości zarówno po 6 miesiącach jak i po roku.

100. Master Komputer Matka Karmiąca ma najlepszą kartę graficzną, lecz teraz nie wykorzystuje całego jej potencjału. Pamiętaj jednak, że jest to tylko etap przejściowy i pełna rozdzielczość, paleta barw, wygładzanie krawędzi i mechanizm generowania tekstur niebawem wróci.

101. Bądź stale online i nawet nie próbuj przechodzić w tryb hibernacji. Nie możesz także włączyć trybu oszczędzania baterii i wygaszacza ekranu. Master Komputer Matka Karmiąca musi być z Tobą w stałym kontakcie. Bądź jak router Wi-Fi. Zawsze trzymaj zasięg, nawet gdy nieco zwiększasz odległości od nadajnika wi-fi nie trać sieci. Bądź na bieżąco i stale przetwarzaj informacje, które otrzymujesz. Choć lubujesz się w systemie binarnym i optymalizacji, tym razem musisz rozszerzyć swoje możliwości przyjmowania i przetwarzania danych i być gotowym na ich redundancję i być może błędne pakiety – pamiętaj wtedy o kontroli parzystości i jeśli trzeba, ponawiaj transmisję.

110. Najważniejsze… Drogi Mężczyzno Karmiący, pod żadnym pozorem nie debuguj się!

Tekst przeszedł tuning w pracowni komputerowej Andy’ego Rolana w ANTYWIRUS.PL.

antywirus

ZESTAW MAŁEGO CHEMIKA DLA TWOJEGO DZIECKA. CAŁA PRAWDA O GOTOWYCH SYROPACH NA PRZEZIĘBIENIE.

mały chemikCo sprawia, że substancja, którą podajemy w celach terapeutycznych jest lekiem? Jakie powinna mieć właściwości i co czyni ją godną aptecznych kredensów?

Lek, wyrób medyczny i suplement diety powinny mieć dwie bardzo ważne cechy. Pierwszą z nich jest skuteczność, a drugą bezpieczeństwo. Ranga obydwu z nich zmienia się wraz z ciężkością i zaawansowaniem choroby.

Szczególne znaczenie obydwu tych wartości dostrzegam w preparatach podawanych dzieciom.

Czasami zdarza mi się zerknąć w ekran telewizora. Wówczas stwierdzam, że albo mam ogromne zmiany malacyjne w mózgu i wyparował mi spory fragment ciężko zdobywanej wiedzy albo reklamodawcy się bardzo zagalopowali. Okazuje się jednak, że ubytków w OUN jeszcze nie mam. Żaden, dosłownie ŻADEN z reklamowanych syropów na kaszel, katar czy przeziębienie nie ma potwierdzonego dowodami naukowymi działania. Za dowody naukowe uznaję badania kliniczne skontrowane zgodnie z zasadami Evidence Based Medicine (EBM). Za badanie naukowe nie uznaję widzimisię pani Goździkowej i jej sklepowo-bazarowej spółki, która za chwilę wykrzyczy, że skoro coś nie szkodzi, to można podać… Bezczelnie tupnę nogą i, siejąc na jałowym gruncie wątpliwości, zapytam: czy na pewno nie szkodzi?

Kolorowe, słodkie, i pstrokato zabarwione syropy z kilkumiesięcznym terminem przydatności obficie zapełniają apteczne witryny. Równie chętnie goszczą w domowych apteczkach. Śmiem jednak twierdzić, że w przeważającej większości są zupełnie zbędne.

Równie dobrze, a raczej równie niedobrze, można nabyć zestaw małego chemika.

Zrobiłam przegląd kilku popularnych syropów na schorzenie potocznie nazywane „przeziębienie” (w istocie jest to infekcja górnych dróg oddechowych, w zdecydowanej większości wywołana przez wirusy). Celowo wybrałam syropy reklamowane jako ziołowe / homeopatyczne („zdrowe”), tworzone w zgodzie z naturą, eko, bio i pstro. Nie opowiem o ich substancjach czynnym, bo jeśli takową zawierają, to żadna z nich nie ma udowodnionego działania. Przyjrzałam się natomiast substancjom dodatkowym, które w owych specyfikach możemy znaleźć, a które w przygnębiająco szarym świetle stawiają drogocenne ziołowe składniki preparatu. Do mojej głowy zapukał szanowny pan Mendelejew oraz cała zgraja związków organicznych i nieorganicznych. Chcąc uchronić się przed złością Pani Goździkowej i jej spółki nie przytoczę nazw handlowych, ale naświetlę chemicznych winowajców moich rozterek.

Mały chemik 

Zupełnie nie zdziwiło mnie to, że wszystkie zebrane przeze mnie syropy zawierały przynajmniej jedną szkodliwą substancję, a większość zawierała ich kilka. Pomijam fakt, że niemal każdy dosładzany był syropem glukozowo-fruktozowym, cukrem, fruktozą lub substancją słodzącą (sorbitol wysuwa się na prowadzenie) oraz aromatyzowany sztucznym aromatem (zazwyczaj pomarańczowy lub truskawkowy). Nie mogę jednak przymknąć oka na zawarty w niektórych, dedykowanych dzieciom syropach, etanol. Ten, choć ceniony i uwielbiany przez rzeszę dorosłych, nawet w niewielkiej ilości jest toksyczny dla układu nerwowego malucha. Nie mogę także przemilczeć substancji konserwujących, ponieważ to one powtarzają się w każdym preparacie i to one mogą, choć oczywiście nie muszą, wyrządzić najwięcej szkody. Najczęściej są to słynące z właściwości drażniących i alergizujących sorbinian potasu oraz benzoesan sodu. No zwyczajnie… nie mogę.

Niestety żaden z reklamowanych w mediach preparatów nie zdobył mojego pediatrycznego serca i mamowego uznania. Żaden nie jest na tyle skuteczny, by zbagatelizować dodatkowe, zbędne substancje w nim zawarte. Nie chcę być jednak tak restrykcyjna i despotyczna. Niewielka ilość wymienionych przeze mnie związków chemicznych u większości pacjentów nie pozostawi rysy na zdrowiu, natomiast nigdy nie wiemy, u którego z nich pojawi się reakcja nadwrażliwości. Mój ścisły umysł podpowiada mi logicznie uzasadnione zdanie warunkowe. Skoro nie działa, a może szkodzić, to nie ma wskazań by taki preparat spożywać. Nawet jeśli zdrowa jak ryba pani domu z TV stosuje go u wszystkich swoich dzieci, nawet jeśli pan z TV, deklarujący iż jest cenionym w okolicy lekarzem, przepisuje go wszystkim swoim pacjentom i nawet jeśli farmaceutka z długoletnim stażem zaleca go w telewizyjnym, aptecznym okienku.

Dlaczego czasami rodzice domagają się tych nieskutecznych syropów?
 Odpowiedź wydaje się być prostą. Forsowane w mediach nieprawdziwe lub półprawdziwe stwierdzenia o ich zbawiennym działaniu spełniają swoją marketingową funkcję, którą jest generowanie sprzedaży.
Dlaczego czasami lekarze przepisują te nieskuteczne syropy?
 Czy robią to dla świętego spokoju? Czy pacjent, który nie otrzyma w zaleceniach długiej listy preparatów jest nieusatysfakcjonowany wizytą i czuje, że lekarz zbagatelizował uporczywe infekcyjne objawy u dziecka?

Co zatem bezpiecznie i bez recepty można podać dziecku, które zmaga się z kaszlem, katarem w przebiegu infekcji dróg oddechowych, popularnie zwanej przeziębieniem?

Jestem wielką fanką inhalacji z soli fizjologicznej, ewentualnie hipertonicznego roztworu chlorku sodu (3% NaCl). Jestem także zwolenniczką szeroko pojętej toalety nosa, o której wspominałam tutaj. Jestem także miłośniczką pewnego śmierdzącego swojskim aromatem syropu, który każdy może wykonać w domowym zaciszu. Choć zawiera on węglowodany proste, to jeden z jego pieczołowicie wyprodukowanych przez pszczoły składników ma udowodnione działanie przeciwkaszlowe. Najważniejsze jest jednak to, że nie zawiera tylu zbędnych związków chemicznych. Dodam jeszcze, że jest smaczny, choć na to również nie znalazłam wiarygodnych dowodów naukowych. Z powodzeniem można go stosować u wszystkich tych, którzy dobrze tolerują poszczególne jego składowe.

SYROP ŚMIERDZIUSZEK NA INFEKCJĘ DRÓG ODDECHOWYCH
Składniki:
– dwa ząbki czosnku,
– 6cm świeżego korzenia imbiru,
– pół cebuli,
– cytryna,
– 6 łyżek miodu.

Przygotowanie
Wszystkie składniki (może poza miodem…) należy pokroić w plasterki. Cytrynę należy dokładnie umyć, wyszorować, wyparzyć. Miód, jeśli jest gęsty, należy rozpuścić ciepłej (nie gorącej) kąpieli wodnej. W słoiku układamy poszczególne warstwy przekładając je miodem. Odstawiamy na kilka godzin w chłodne i ciemne miejsce, a następnie delektujemy się wybornie intensywnym smakiem mikstury.
Na zdrowie! 


Mądre źródła:

Effect of Honey on Nocturnal Cough and Sleep Quality: A Double-blind, Randomized, Placebo-Controlled Study

Rekomendacje postępowania w pozaszpitalnych zakażeniach dróg oddechowych

Wymagające dziecko czy po prostu niemowlę?

Jestem stałą bywalczynią kilku grup na fejsbuku, z jednymi sympatyzuję bardziej, a z innymi jest mi nieco mniej po drodze. Czasami nawet udzielam się w dyskusjach, natomiast czasami nic nie piszę, choć powinnam. Bywa też tak, że napiszę to, co myślę. Tak też na jednej z grup zrobiłam dzisiaj.

Continue reading Wymagające dziecko czy po prostu niemowlę?

PIĄTE KOŁO U WÓZKA

2016-11-13_11.56.12Wydaje się, że wózek to „must have” każdej spodziewającej się rodziny. Nikt , absolutnie nikt, nie wyobraża sobie, by nie dokonać tego zakupu, nie stawać przed wyborem rodzaju kółek, wielkości gondoli, zawieszenia, koloru… My myśleliśmy tak samo. Przecież dziecko bez wózka to jak herbata bez kubka. Tym oto sposobem wózek pojawił się w naszym gronie jeszcze zanim Hrabina Zofia_Wózek_Parzy_w_Dupkę przekonała nas, jak bardzo się myliliśmy.

Jakież było nasze zdziwienie, gdy każdorazowe wsadzenie Zofii  do wózka kończyło się dantejskimi scenami. Jak bardzo rzedły nam miny, gdy przy każdym kolejnym razie Zofia coraz szybciej okazywała swoje niezadowolenie. Jak bardzo rwaliśmy sobie włosy z głowy, gdy każda próba wyjścia z domu z Zofią w wózku kończyła się tuż za progiem. Jak bardzo zastanawialiśmy się, dlaczego nasze dziecko nie chce zachowywać się tak, jak sobie tego życzyliśmy my i nasze otoczenie.

Czy można przekonać dziecko do wózka?
Cyklicznie podejmowaliśmy próby aklimatyzacji Zofii w wózku. Tak samo regularnie dostawaliśmy od Zofii za te bezczelne eksperymenty czerwone kartki (uzbierał się ich piękny, komunistyczny, czerwony stosik). Kilkadziesiąt minut biegu z wózkiem po okolicznej szutrówce, w 30-stopniowym upale, w kłębach kurzu, w tabunie zacierających swoje wygłodniałe ssawki gzach. Poobcierane stopy, wylane litry potu, poparzenia słoneczne… tylko po to by uświadczyć 15-minutowego wózkowego snu BOBASA. Każda zmiana rytmu prowadzenia wózka, każdy większy kamień, każdy szczekający pies, każdy przejeżdżający samochód powodował spektakularną pobudkę, wielką rozpacz i łzy jak ziarna grochu u BOBASA. Każdy napotkany życzliwy człowiek zapuszczający żurawia do czeluści wózka i pytający dyskretnie czy BOBAS śpi otrzymywał bazyliszkowego wzrokowego kuksańca i lądował na naszej czarnej liście znienawidzonych istot uprzykrzających rodzicielskie życie. Spacer w wózku, kilometrowe dystanse w relaksującym rytmie pochrapywania śpiącego BOBASA. Nuda, marazm, „w pustyni i w puszczy” i więdnące pośladki jednocześnie.

Dobre rady (prawie jak dobra zmiana…)
Szczęśliwie żadne z nas ich nie słuchało. „Niech trochę popłacze, to przestanie i uśnie”, „przecież się przyzwyczai”, „musi przecież leżeć w wózku”, „nauczyliście, to macie”, „rozpuściliście, to macie”, „nosiliście, to macie”. No właśnie. Mamy. Mamy Zofię, która także tych rad i przytyków nie słuchała.
Najlepszą radą okazało się odstawienie wózka i znalezienie mu innych funkcji. Wszak każdy nieużytek da się jakoś rekultywować.

Do czego może przydać się wózek?
2016-11-13_12.19.35Okazało się, że wózek może być przygarnięty przez Kotełę. Kotka Matylda ma tam swój azyl, ma swoje legowisko. Wiem, że chciałaby tam mieć swoje lęgowisko, lecz niestety w tym wcieleniu nigdy tego nie doświadczy. Wraz z niewdzięczną Matyldą składamy serdeczne podziękowania sprawnym, chirurgicznych dłoniom weterynarza, który z uczynił Matyldę bezpłodną. Wózek to także świetna podręczna, przesuwalna szafa_weź_połóż_gdzieś_tą_kurtkę. Wózek może być także pakownym koszem zakupowym i spychaczem_uderz_barana_w_stopę w zatłoczonym sklepie. Jedno jest pewne: w naszym przypadku wózek nie spełnia dedykowanej mu funkcji. Zofia nie wie, albo wie aż nazbyt dobrze, do czego służy wózek i konsekwentnie unika z nim kontaktu.

Czy można (prze)żyć bez wózka?
Absolutnie nie. Bo to atrybut niemowlęctwa, bo to zakup obowiązkowy, bo to dziwactwo go nie używać.
Absolutnie tak. Bo wózek to tak naprawdę wymysł cywilizacji. To wynalazek współczesności czyniącej z niemowlęcia osobny byt, którym ono jeszcze długo nie będzie. Do około 8. miesiąca życia dziecko w swojej mentalności jest połączone z matką i żaden nowoczesny gadżet tego nie zmieni.

Czy jest jakaś alternatywa?
Oczywiście, że jest. Zofia bardzo sprawnie ją sobie upatrzyła. Najlepszym rozwiązaniem, by wózek przestał spędzać dziecku i rodzicom sen z powiek, okazała się Chusta, a nawet wiele Chust. O zaletach chustonoszenia można książki, wiersze, a nawet epopeje pisać. Powiem krótko, zupełnie tak, jak krótko Zofia leżała w wózku:
Chusta= Bliskość.
Chusta= Ukojenie.
Chusta= Spokój.
Chusta= Mam(a) Cię.

Nie martw się, nie frustruj, nie krzycz i nie obrażaj. Jeśli Twoje dziecko lubi wózek to prawdopodobnie także wszystko z nim w porządku, jest zdrowie i będzie normalne, ale jeśli chcesz się upewnić, zasięgnij opinii pediatry i przeczytaj tekst od początku ;-).

ZOFIA I KOLKA NIEMOWLĘCA

P_20160518_112813_BFKilka miesięcy temu zakasałam rękawy i z milionem myśli podjęłam pediatryczne wyzwanie otagowane imieniem Zośka. Pobierane przez lata medyczne nauki wreszcie mogły przydać się w codziennej, domowej, pediatrycznej praktyce. Gdy tylko Zofia zakończyła tygodniową wersję demo, okazało się, że jej wersja rozszerzona obejmuje wszystkie możliwe fizjologiczne dolegliwości niemowlęce. Najbardziej rozwinięty okazał się moduł kolki niemowlęcej. Szybko przeistoczył się on w Kolkowego Potwora. Dotychczas byłam przekonana, że te książkowe 100 kolkowych dni to wyolbrzymiona fanaberia i podręcznikowa gadanina. Zofia pokazała mi jak bardzo się myliłam. Okazało się, że niemowlę może płakać, wyć, drzeć się, ryczeć, beczeć, ronić łzy, krzyczeć i tylko ja wiem co jeszcze… całymi dniami, całymi tygodniami, całymi pięcioma miesiącami. Może to robić cały czas z krótkimi przerwami na drzemki.

Czy da się pokonać kolkę niemowlęcą?

Powołując się na swoją pediatryczną wiedzę, oczekując, że wreszcie dokonam przełomowego odkrycia i „uleczę” kolkę niemowlęcą, rozpoczęłam poszukiwania antidotum. Oczywistym jest, że wszystkie swoje pomysły realizowałam nogami, rękami, plecami oraz anielską cierpliwością Męża. W dzisiejszych czasach farmakopea jest bogatym zbiorem substancji, a niektóre zasłynęły w medycznym świecie z łagodzenia kolki niemowlęcej. Niestety żaden z zastosowanych u Zofii  specyfików nie ujarzmił jej niedojrzałego przewodu pokarmowego, a okiełznanie rozkrzyczanego układu nerwowego zdruzgotało jedynie wiarę w moją intuicję. W akcie desperacji, wiedząc, że zaczynam podejmować próby z placebo, sięgnęłam po homeopatię. Zupełnie nie zdziwiła mnie jej nieskuteczność.  Jednak nieśmiało liczyłam, iż staniemy się placebo responderami. Kolejną bronią miały okazać się zioła, ale one również przegrały nierówną walkę z Kolkowym Potworem. Pokornie podjęliśmy także próby niefarmakologicznych rytuałów. Wreszcie zepchnęłam z ucha słonia. Kołysanki, przyśpiewki, mruczanki, rymowanki i diabeł wie co jeszcze… jedynie pogłębiały frustrację –  tą moją i Zośki. Noszenie, lulanie, bujanie, skakanie, podrygiwanie… było rewelacyjną poporodową gimnastyką, ale na kolki zupełnie nie pomagało. Był też masaż, były ciepłe okłady, były kąpiele. Była też rurka, frywolnie nazwana kateterem rektalnym. Była też dieta – zupełnie bezsensowna, całkowicie nieskuteczna – dieta bezmleczna matki karmiącej.

Były łzy, była złość, była rozpacz i bezsilność. Wszystko to frustrowało tym bardziej, że przecież kolka niemowlęca jest fizjologią, jest klasycznym czynnościowym zaburzeniem przewodu pokarmowego. Choć dla pediatry to błahostka, to dla matki, to problem urastający do Kolkowego Potwora.

Okazało się, że jest jeden cudowny, skuteczny, niezastąpiony, darmowy i jak często pomijany w medycynie sposób na kolkę… Jest to nieubłaganie płynący, CZAS. To on właśnie sprawił, że po 5 miesiącach Kolkowy Potwór nas opuścił. Pozostawił wspomnienia, ale także bezcenną naukę pokory i cierpliwości wobec fizjologii i niedojrzałości małego człowieka.  

Continue reading ZOFIA I KOLKA NIEMOWLĘCA

ZŁOŚĆ ZOŚKA ZŁOŚKA

Weszłaś w kolejzloska1ny etap rozwoju, robisz to codziennie. Niektórzy nazywają to skokiem rozwojowym, inni określają ten czas tak zwyczajnie, pospolicie i banalnie: “gorszymi dniami”. Nauczyłaś się złościć, uczyłaś się tego przez kilka miesięcy. Poznajesz emocje, a my uczymy się ich z Tobą od nowa. Od nowa uczymy się z nimi radzić. Tłumaczymy Ci złośliwość rzeczy martwych. Wiemy, że chcesz zdjąć z podłogi rysę, zdrapać namalowane na pszczółce oczy lub podnieść rozlane krople wody. Choć niektórych rzeczy bardzo chcesz, to nie możesz ich mieć. Wiemy jak bardzo to frustruje, bulwersuje każdy neuron i mięsień Twojego ciała.

Złość nie jest zła, złość oczyszcza, regeneruje i mobilizuje. Złość jest dla nas sygnałem, że myślisz i szukasz rozwiązania, choć tak trudno Ci je znaleźć. Dostaniesz od nas wskazówki i podpowiedzi, a do rozwiązań dopełzasz, doraczkujesz lub dojdziesz samodzielnie. Z rozpierającą nas dumą na to popatrzymy.

Ja też się złoszczę. Złoszczę się, gdy ze złością sobie nie radzę, a radzić powinnam. Złoszczę się gdy nie wiem lub gdy wiem a nie umiem. Złoszczę się gdy chcę i nie chcę jednocześnie.

Gdy Ty się złościsz, ja jestem.

Wieczorem złość przeganiamy. Złość odchodzi i chowa się w mroku nocy. Bardzo lubię ten czas, Złośku.

 

MATKA NATURA

Szanowna Matko Naturo,

Masz bogaty dorobek twórczy. Większość realizacji wyszło Ci nieźle, ale TEGO chyba nie dopracowałaś. Nie postarałaś się podczas tworzenia okresu wczesnoniemowlęcego. Zdaje się, że w tym czasie łapałaś okoliczne pokemony lub motyle… śmiem twierdzić, że i to nie poszło Ci najlepiej.

matka naturaNo więc… Zośka, tata i ja mamy Ci za złe, że nie wymazałaś ze swojego planu kolek. Chyba nie pomyślałaś o tym by dopracować układ pokarmowy noworoda na tyle skrupulatnie, by przez kolejne 4-5 miesięcy życia maluch nie musiał drzeć się wniebogłosy i cierpieć katuszy z powodu dyschezji, regurgitacji czy refluksu. W ruch puściłaś wersję beta i nie wdrożyłaś aktualizacji (ZONK). Umknęły ci również korekta rytmu biologicznego i ustawienie faz snu w odpowiedniej kolejności. Zapomniałaś chyba, że czasami każdy chce się wyspać a fundowanie nam 30 minutowych drzemek dowodzi tylko, że lubisz pastwić się także nad Morfeuszem.

Jesteś chyba złośliwa. Mścisz się na zębie czasu obdarzając nas okresem ząbkowania.
To, co zaproponowałaś niemowlakom w jamie ustnej zakrawa o sadyzm.

Nie wiem skąd w Twoim biznes planie tak fatalna taktyka i logistyczny nietakt.

Matko Naturo! Kto Ciebie nazwał matką?

Matko Naturo! To My mamy moc Mamy :)!

MATKA LEKARKA ŚCIGA SIĘ Z MEDYCYNĄ

Dlaczego najpierw jestem mamą, a hen hen daleko za siedmioma górami, rzekami, lasami… lekarzem?

Zośka ma 7 miesięcy.
Moja medycyna ma już 13 lat!

Jeśli medycyna byłaby dzieckiem, umiałaby już zrobić sobie kanapkę lub kupić sałatkę (a co gorsze – wino) w Biedronce. 13 letnia Medycyna nie potrzebuje świeżej pieluchy. Nie musi ssać piersi by czuć się bezpiecznie, nie potrzebuje bujania i szeptania kołysanek. Medycyna już dawno nauczyła się mnie ignorować, robić mnie w balona i wyciskać ze mnie siódme poty.

zofia a medycynaZośka, póki co, umie w niewielkim stopniu zmienić swoją orientację wobec podłoża. Umie zakomunikować swoje potrzeby w jedyny słuszny i klarowny sposób, umie też wynagrodzić uśmiechem ich spełnienie. Umie się zapluć, lecz nie umie się wytrzeć. Umie chwycić mnie za serce, palec i okulary. Umie wyprowadzić na spacer i zachęcić (zmusić) do tańca.

Zośka jeszcze wielu rzeczy NIE umie.

Ja natomiast umiem wybrać. Zośka jest ważniejsza. Medycyna-świnia jest o nią zazdrosna.

ŚWIAT ZOFII – LĘK SEPARACYJNY

Z księgi “Zofia przeżywa lęk separacyjny”

Jestem smoczkiem, jestem gryzakiem, jestem mleczarnią, jestem poidełkiem, jestem leżakiem, jestem kołyską i kołysanką, jestem bujaczkiem, jestem karuzelą, jestem termoforem, jestem kołdrą, jestem poduszką, jestem śliniakiem, jestem pieluchą, jestem chusteczką, jestem pozytywką, jestem zabawką, jestem przytulanką, jestem bajką.

Zawsze jestem.

Jestem limitowanym, dedykowanym urządzeniem wielofunkcyjnym.

Jestem Mamą.

Jestem całym światem Zośki.

lek separacyjny

ZOŚKA I REWOLUCJA

rewolucjaTo był bardzo ważny dzień dla polskiej Medycyny. Pierwszy raz medycy różnych kierunków zebrali się by wspólnie wyrazić sprzeciw. Sprzeciw wobec marginalizacji wartości ludzkiej pracy i zdrowia, którą ona chroni. Sprzeciw wobec błędów, które zapętlają kryzys w systemie ochrony zdrowia. Sprzeciw wobec stereotypom chciwych białych kitli i żądnych hajsu doktorobogaczy.

Było nas mnóstwo. Było biało, głośno i solidarnie. Byli młodzi i starsi. Były też dzieci – dziarsko dotrzymywały kroku i korzystały z chwil spędzonych z rodzicami.

Byliśmy i my. Cieszę się, że wspólnie walczymy o przyszłość naszą, naszych dzieci, przyjaciół i znajomych.

Tak, jestem dumna.

Jestem dumna i szczęśliwa, że jestem lekarzem. Gdybym miała drugi raz decydować o swojej przyszłości, to z pewnością powieliłabym ten wybór. Jestem pełna wiary, że na moich oczach dokonają się zmiany, zmiany na lepsze, a nie “dobre zmiany”.

Z Zosi też jestem dumna, bo pozwoliła nam uczestniczyć w manifestacji, swojej pierwszej, aktywnie przebytej rewolucyjnej drodze.

OWOCNY ROK

Czasem słońce czasem deszcz.
rokA to rok minął i końca nie widać. Póki co wszystko się zaczyna. Z Mężem najlepiej się wychodzi na spacer i na zdjęciu, najlepiej się kłóci i godzi, najlepiej się dzieci robi i rodzi ;) … jest Nam razem najlepiej.

Adam Cohen “Love is”

To była nasza, pierwsza weselna piosenka. Tańcem zupełnie się nie popisaliśmy, słoń nadepnął mi na ucho, za nogi ciągnęła mnie żyrafa (czy jakoś tak), dobrze, że Piotrek trochę ratował sytuację. Z wielu innych powodów mamy jednak do tego utworu ogromny sentyment. Jest to nasz hymn do miłości, miłości bez granic, uprzedzeń, zabobonów różnej maści. I, pośród licznych życzeń, to także chcemy Zosiałce przekazać. Niezależnie od jej wyborów, przekonań i upodobań, tych małych i tych dużych, zawsze będzie kochana. Póki co, jej dylematy są iście bajeczne i prozaiczne, ale i tak potrafią wywołać burzę emocji. Z biegiem czasu wszystkie uczucia, potrzeby i myśli będą kształtowały cały jej światopogląd dlatego już teraz budujemy jej otwarty i pełen bliskości świat.

Love is!

PIERWSZE PÓŁ

Droga Zośku,

Minęło pół roku naszej wspólnej przygody w ramach familijnego projektu “Pediatria – aspekty praktyczne”. Wraz z Twoim Tatą bierzemy udział w warsztatach na poziomie zaawansowanym. Dzięki Tobie, w tym czasie, wszystkie noce spędziłam w swoim łóżku lub przynajmniej w jego okolicach, nie zaliczyłam żadnego szpitalnego Armagedonu i żadnej typowej, podyżurowej kacheksji. Muszę jednak przyznać, że nasza wspólna przygoda to nigdy niekończący się dyżur i jednocześnie moje największe pediatryczne wyzwanie.

pol rokiJesteś bardzo wymagającym ordynatorem, nie znosisz sprzeciwu, opieszałości, oczekujesz, że będę czytać w Twoich myślach i wypełniać zlecenia na cito, tak by wyprzedzić Twoje kolejne potrzeby. Staram się. Tak pozostanie przez kolejne, liczne półrocza.

Twoja Mama, Matka Lekarka.

W (p)oszukiwaniu mleka po laktacji

mleko krowieSpożywanie pełnego krowiego mleka przez dzieci po okresie karmienia piersią (przynajmniej 1-2 lat jak zaleca AAP / WHO) budzi wiele kontrowersji, a w niektórych środowiskach uważane jest wręcz za szkodliwe. Pomijając kwestie ideologiczne, bo te nie podlegają dyskusji, warto zastanowić się nad zasadnością tak dużej niechęci do podawania dzieciom mleka krowiego. Czy faktycznie należy je zastępować mlekiem roślinnym?

American Academy of Pediatrics rozwiewa wątpliwości. U dzieci powyżej pierwszego roku życia, które nie mają medycznych przeciwwskazań do spożywania mleka krowiego (alergia, wrodzone zaburzenia metaboliczne), nie ma wskazań do eliminacji mleka krowiego z jadłospisu. Należy jednak zachować w tym umiar. Oczywiście najlepiej by w tym wieku wciąż proponować karmienie mlekiem matki, lecz biorąc pod uwagę statystyki (w Polsce po 12mż. piersią karmionych jest jedynie ok. 11% dzieci), ta kwestia jest niestety zagadnieniem marginalnym.

Aby zapewnić dostateczną podaż witaminy D3 i nie zaburzyć gospodarki żelazem zaleca się podawanie ok. 500ml mleka krowiego/ dobę. Dane dotyczą dzieci pomiędzy 2. a 5. rokiem życia.

Czy podawanie dzieciom mleka roślinnego może wpłynąć na ich rozwój fizyczny?

Ku zaskoczeniu przeciwników mleka krowiego, dzieci spożywające mleko roślinne (w analizie uwzględniono mleko sojowe, ryżowe i migdałowe), są niższe od tych, które otrzymują mleko krowie. Badania prowadzono na grupie dzieci miedzy 2. a 6. rokiem życia. W grupie 3-latków spożywających 3 szklanki mleka różnica wzrostu sięgała 1,5cm. Prawdopodobnie jest to związane z różną zawartością tłuszczu i białka w powyższych napojach. W szklance mleka krowiego jest około 8 gramów białka natomiast w mleku migdałowym tylko 2 gramy.

Choć jestem wielką orędowniczką karmienia piersią i to zgodnego z Evidence Based Medicine, czyli przynajmniej 1-2 lata, to mając powyższe dane prezentowane, nie stronię od podawania mleka krowiego i nie grzmię, gdy taki produkt pojawia się w diecie dziecka po 12 miesiącu życia (tak, jak sobie tego życzy AAP).

Piśmiennictwo
1. The Relationship Between Cow’s Milk and Stores of Vitamin D and Iron in Early Childhood, Pediatrics
January 2013, VOLUME 131 / ISSUE 1, Jonathon L. Maguire,

2. Association between noncow milk beverage consumption and childhood height, Marie-Elssa Morency, June 7, 2017, Am J Clin Nutr.